Kamień stojący o metr dalej niż powinien, charakterystycznie zwinięta chusta, połamany chleb na talerzu –fakty pozornie nic nie znaczące, w końcu zdarzają się codziennie. W zasadzie tylko z perspektywy czasu można dostrzec, że wszystkie wiążą się z tym jednym, najważniejszym wydarzeniem, które  uroczyście świętujemy.

Kamień od grobu

Kobietom spieszącym skoro świt do grobu, by namaścić Ciało Pana, Zmartwychwstały nie ukazał się od razu. Pierwszym znakiem był dla nich kamień od grobu, który na przekór ich wątpliwościom nie zasłaniał już wejścia i nie musiały szukać nikogo, aby go przesunąć.  Potem byli tajemniczy mężczyźni, których nigdy wcześniej nie widziały na oczy (być może tylko Maryja byłaby w stanie w jednym z nich rozpoznać starego znajomego, archanioła Gabriela). Mówili oni jakieś dziwne rzeczy o zmartwychwstaniu i dopiero, gdy jak przez mgłę niewiasty zaczęły sobie przypominać to, co wcześniej mówił o sobie Jezus, ich serca zabiły mocniej, a On sam w swojej chwale stanął przed nimi. Smutek, strach, nadzieja, radość. A to tylko jedna z historii, które tego poranka miały miejsce…

Płótna

Piotr ciągle nie umiał pozbierać się po spełnionej zapowiedzi Mistrza o trzykrotnym wyparciu. Targany wyrzutami sumienia, tym mocniej przeżywał wszystko, co wydarzyło się tuż przed szabatem. W poczuciu całkowitej beznadziei gorzko wspominał moment, gdy Jezus na powrót nazwał go Szymonem, choć przecież już nadał mu takie piękne imię: Kefas, Skała. Nie może więc dziwić, że po usłyszeniu relacji kobiet czym prędzej zerwał się, by pobiec do grobu Jezusa.  I choć szybkością ustąpił młodszemu od siebie Janowi, to w przeciwieństwie do niego swój zwycięski bieg po nadzieję zakończył dopiero w pustym grobie, minąwszy odsunięty kamień i spojrzawszy na płótna, w które dopiero co owinięte było Ciało jego zmarłego Pana, a które teraz leżały zwinięte .
A więc to prawda – On żyje! I zaraz Piotr z Janem poszli do Galilei, by zgodnie z zapowiedzią niewiast spotkać się ze Zmartwychwstałym. Pewnie w drodze długo zastanawiał się  co powie mu Mistrz, jak skomentuje to spojrzenie, którym obdarzył go po jego zdradzie…

Połamany chleb

Kleofas, uczeń Pana Jezusa, jeden ze słynnych siedemdziesięciu dwóch, szedł z przyjacielem do swojego rodzinnego Emaus, by wrócić do życia sprzed poznania Chrystusa. Zamierzał wyżalić się rodzinie z niespełnionych oczekiwań względem Jezusa z Nazaretu, tyle przecież mówiącego o wyzwoleniu swojego narodu z niewoli. Tak żywo dyskutował ze swoim towarzyszem, że zwrócił tym uwagę pewnego Wędrowca, który postanowił włączyć się w rozmowę. Osobliwy był to Człowiek – z jednej strony przebywał w Jerozolimie podczas tych strasznych wydarzeń, a pytał o nie, jakby były dla Niego zaskoczeniem. Z  drugiej strony, jednak niesamowite poruszenie serca wywoływały Jego słowa, gdy proroctwa Starego Testamentu odnosił do Tego, dla którego poświęcili trzy lata swojego życia, a który zginął tak haniebnie. Tak ich zafascynował, że nawet nie chcieli słyszeć o Jego chęci pójścia dalej, lecz zaprosili Go pod swój dach. I oto podczas posiłku ci sami uczniowie, którzy tyle razy widzieli swojego Pana w charakterystyczny sposób błogosławiącego i łamiącego chleb, po tym właśnie geścierozpoznali Go w tajemniczym Wędrowcu. Ale wtedy On zniknął sprzed ich oczu i pozostawił im jedynie znak połamanego chleba na talerzu…

Spotkanie w Wieczerniku

Wieczorem wszyscy zebrali się w jednym miejscu i opowiedzieli sobie nawzajem o swoich spotkaniach z Panem. Każde inne, indywidualne, na swój sposób niezwykłe z towarzyszącymi mu różnymi znakami, śladami pozostawionymi przez Chrystusa. Nagrodą  za ich poprawne odczytanie był sam Jezus, który stanął przed nimi, przynosząc swój pokój, wskrzeszając zmarłe nadzieje, rozpalając w sercach szczerą radość. Odchodząc, zostawił jeszcze jeden ślad swojej obecności: nadjedzony kawałek ryby, za pomocą której udowadniał, że prawdziwie żyje!

A my?

Nie jesteśmy wcale inni – w naszym życiu też możemy odkryć znaki Zmartwychwstałego:pokój w sercu mimo trudnych doświadczeń, cudowne zbiegi okoliczności, nagłe zwroty w trudnej relacji… Niektóre bardziej, niektóre mniej oczywiste, ale to od nas zależy czy zechcemy z wiarą przyjąć je za oznakę obecności Chrystusa w naszym życiu. Bo On jest zawsze przed nami, zostawia tylko ślady swojej obecności i idzie dalej, byśmy nie zasiedzieli się w naszych Wieczernikach, ale ciągle na nowo wychodzili Mu na spotkanie. Przede wszystkim na spotkanie w tym najważniejszym znaku – Chleba i Wina.

Waldemar Kawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *