Dwa dni w Weronie potrafią wypełnić serca niewyczerpywalną nadzieją. Przeczytajcie krótką relację z naszej ekspedycji do Italii!

Bóg nawet, jeśli zamyka drzwi to otwiera okno. I to na oścież! Na moment o tym zapomniałam, gdy po raz pierwszy od bardzo dawna okazało się, że w tym roku (co jest moją doroczną tradycją) z różnych przyczyn nie dam rady pojechać nawet na chwilę do Włoch. Było to dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Błyskawicznie jednak okazało się, że Ktoś u Góry czuwa nade mną i pojawiła się propozycja nie do odrzucenia: „Renia, a może pojechałabyś z nami do Werony”?! Po przetarciu oczu ze zdumienia, gdy już pozbierałam szczękę z podłogi, oczywiście powiedziałam TAK i była to bodaj jedna z najlepszych moich decyzji w ostatnim czasie.

Werończycy, którzy przyjadą do nas na Dni w Diecezji w liczbie 800 osób, zaprosili Diecezjalne Centrum ŚDM Archidiecezji Katowickiej na niesamowite wydarzenie, jakim był diecezjalny festiwal młodzieży Hope(R)Azione ‪Speranza. Już dawno nie spotkałam w jednym miejscu tak wiele życzliwych, pozytywnych i ZAWSZE uśmiechniętych od ucha do ucha młodych ludzi. Ale od początku!‬

Po niespełna dwunastu godzinach spędzonych w „wesołym autobusie” dotarliśmy do celu – przepięknej Werony – jednego z najstarszych i najpiękniejszych miast w Italii, wpisanego zresztą (nie bez powodu) na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zjedliśmy typowe włoskie śniadanie (chyba nigdy nie pojmę jak oni są w stanie na tym przeżyć do 13! ;-)) i wraz z siedmioosobową grupą naszych gospodarzy wyruszyliśmy na podbój miasta.

Nie ma nic lepszego niż wycieczka po mieście w towarzystwie jej mieszkańców. Zawsze cenię to bardziej niż propozycje, które można znaleźć w przewodnikach turystycznych. I tak, werończycy zaprosili nas do zwiedzenia m.in. ogromnego amfiteatru z czasów rzymskich, zobaczenia bodaj największego dla mnie rozczarowania – legendarnego domu Julii Capuleti oraz przeżycia niesamowitych chwil w ogromnej i przepięknej katedrze oraz urokliwej bazylice pw. świętego Zenona, patrona miasta, gdzie uczestniczyliśmy w Eucharystii w intencji Światowych Dni Młodzieży. Nie zabrakło oczywiście czasu na przepyszne espresso, wyśmienitą pizzę z pięknym widokiem na miasto, a zwieńczeniem dnia była uczta w prawdziwie włoskim stylu, podczas której długo rozmawialiśmy na temat przyszłorocznego spotkania młodych!

W niedzielę mieliśmy przyjemność uczestniczyć w zasadniczej części festiwalu. Całość rozpoczęła się od poruszającego spektaklu o nadziei. Niósł on za sobą przesłanie, że nawet w najtrudniejszych momentach życia, gdy wydaje nam się, że wszystko straciło sens wciąż pozostaje nam mieć nadzieję. Jej źródłem jest Jezus Chrystus, który tak, jak towarzyszył załamanym uczniom w drodze do Emaus tak towarzyszy i nam dziś.

Było to doskonałe wprowadzenie do uroczystej Mszy Świętej, której przewodniczył biskup Werony Giuseppe Zenti. Podczas głoszonej homilii nawiązał on do rozpoczynającego się w Rzymie synodu poświęconego rodzinie podkreślając, że jest ona jedną z najważniejszych wartości i niezmiennie trzeba o nią dbać.

5000 osób tańczących, śpiewających i cieszących się sobą nawzajem? Wielka festa we włoskim stylu była kolejnym punktem niedzielnych uroczystości. Nic tak nie przywraca wiary w ludzi jak niezliczona liczba obcych ludzi, która podchodzi do Ciebie, uśmiecha się, pyta o to, jak podoba Ci się w jej kraju i podkreśla, że nie może się już doczekać przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Tacy są właśnie Włosi i za to niezmiennie ich uwielbiam!

Najbardziej stresującym dla nas momentem było krótkie wystąpienie przed tą niesamowitą publicznością. Dla większości było to pierwsze starcie z językiem włoskim (ku zachwycie młodych Włochów w większości przypadków 1:0 tę batalię wygrał ich język ;-) ).

Zwieńczeniem całego wydarzenia była wspólna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem, która pozwoliła nam przypomnieć sobie dla Kogo to wszystko robimy. Potem nastąpiły chwile pożegnania. A wszystkie chwile spędzone we włoskiej Weronie, były dla nas wszystkich doskonałą motywacją do dalszych działań na drodze przygotowań do Światowych Dni Młodzieży.

Podsumowując podzielę się z Wami jeszcze jedną refleksją. Wielu z nas 10 tysięcy brakujących miejsc dla przyjeżdżających na ŚDM młodych ludzi to liczba nie do przeskoczenia. Czymże jednak jest takie 10 tysięcy, skoro werończycy zdołali zgromadzić 5 tysięcy samych młodych w jednej hali? MUSIMY wyłuskać wszelkie pokłady nadziei, wrzucić wszystkie ręce na pokład i zabrać się do jeszcze cięższej pracy, a przyszłoroczne ŚDM będą najlepszymi ŚDM w historii! Mając po swojej stronie Jezusa chyba nikt z Was nie wątpi nawet przez moment, że inaczej być nie może. Prawda?

Tej niekończącej się nigdy nadziei na kolejne tygodnie przygotowań do naszego przyszłorocznego święta sobie i wam wszystkim życzę.

Renata Respondek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *