Wspomnienie świętego Mikołaja już za nami, a więc „lokomotywa” zwana też przygotowaniem do świąt nabiera coraz większej prędkości.

Niektórzy z nas, już pewnie odczuli w swoich portfelach te świąteczne szaleństwo. Wielu z nas na samą myśl o kolejnych wydatkach zastanawia się jak nie wykończyć swojego portfela i … tylko głośno wzdycha. Ale czy tak naprawdę o to chodzi?·Bo czy czas przygotowania do świąt możemy liczyć w wydanych pieniądzach na mniej lub bardziej ekskluzywne czy kiczowate prezenty? Albo na to czy Karp jest tańszy w Lidlu czy Biedronce?..

Dlaczego tak mocno wykrzywiam ten obraz? Bo wielu z nas w tej całej gonitwie zapomina o tym, co najważniejsze, – czyli o Chrystusie, który jest w drugim człowieku. Tak mocno angażujemy się w zakupy i całe to szaleństwo, że nie zauważamy już człowieka, ale sprzedawcę i klienta – liczy się zakup i zysk. A przecież każdy napotkany ma swoją historię i swoje trudy życia.

Poza światem realnym bardzo mocno wciągamy się w wirtualne święta, tworząc mnóstwo świątecznych memów i nabijając ilość odtworzeń piosenki „last christmas”..
I znów zadam pytanie czy o to chodzi? Może w tym roku spróbujmy wejść w ten czas radosnego oczekiwania właśnie bez tego sztucznego świata – specjalnie napisałem radosnego, bo może warto spotkać się z kimś, kto da nam radość, nie na fejsie, ale w rzeczywistym świecie abyśmy mogli obdarować i być obdarowanym czyimś uśmiechem.

Co adwent sobie coś obiecujemy, postanawiamy, że … (Każdy wstawia tu swoje postanowienie) a może pierwszy raz nie postanawiajmy, ale po prostu to zróbmy! Zacznijmy od rzeczy małych, znajdź czas dla siebie na książkę, do której nie potrafisz wrócić. Spotkaj się z przyjacielem czy znajomym, z którym spotkanie przekładasz ciągle i ciągle.

Duch Świąt polega na tym, aby zamiast pokazywać jak bardzo jesteśmy przygotowani pokazać jak bardzo kochamy, ale nie przez to, co dajemy materialnie, ale przez to jak bardzo otwieramy serce na drugiego, – bo właśnie w tym drugim Chrystus dla Ciebie się narodzi…

Jak jest z Twoim Duchem Świąt?

Jakub Drzewiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *